Życie hodowcy… ciąża i poród. Kulisy kocich narodzin

Dzisiaj opowiem Wam wszystkim na czym polega życie hodowcy. Ponieważ to niestety nie tylko wielka radość i codzienne piękne zdjęcia kotów na FB, tych dużych i małych pięknych kuleczek, z których wszyscy jesteśmy dumni, to również wiele wyrzeczeń i trudów związanych z prowadzeniem hodowli.

Zatem od początku: Krycie koteczki – więc kryjemy i jest radość kotka w ciąży (bardzo fajnie jak uda się za pierwszym razem, czasami jednak krycia to długotrwałe zabiegi, kilkukrotne wożenie koteczki do kocura, bo kotka może być wystraszona i zdezorientowana co cię dzieje i gdzie nagle przyjechała, ona w tym miejscu nikogo nie zna). Jednak jak już wszystko się uda jest wielka radość – około 21 dnia ciąży wiemy, że kotka jest w ciąży ponieważ jak wiadomo jej sutki różowieją (ciąża kotów trwa 65 dni ). Fajnie, a potem zaczyna się stres ciągłe sprawdzanie czy wszystko z nią OK, a im bliżej porodu ty m więcej wątpliwości, czy wszystko pójdzie dobrze? Czy kocięta urodzą się zdrowe? I tak już do końca ciąży.

Około 60 dnia wszyscy hodowcy zaczynają czuwać, sprawdzać i szykować porodówkę. Wiąże się to często z nieprzespanymi nocami i dniami oczekiwań. I w końcu zaczyna się akcja porodowa najczęściej w momencie kiedy idziemy już spać, albo z samego rana kiedy trzeba wyjść do pracy i akurat w tym dniu mamy masę rzeczy do załatwienia. Jeśli jest noc, to oczywiście o spaniu można zapomnieć. Rano wymordowane, jak po własnym porodzie, 😉 dzwonimy do szefa i prosimy o dzień urlopu, bo kotka rodzi (w słuchawce często zaskoczenie… urlop bo kotka rodzi hm… czy Ty się dobrze czujesz?)

Poród… godziny masowania, siedzenia na podłodze przy porodówce i jest pierwszy kotek, zawsze trzęsą mi się ręce, chociaż tyle porodów już odebrałam, zawsze się boję niesamowicie czy wszystko pójdzie dobrze. Jeśli wszystko kończy się dobrze, jest wielka radość.

Ale są również mniej radosne historie i niestety o tym się głośno nie mówi, jak w nocy hodowca musi obudzić weta, jechać jak szalony z koteczką do gabinetu, nie patrząc na żadne przepisy drogowe, bo kociak nie może się urodzić, a nasza kochana koteczka cierpi i trzeba jej pomóc za wszelką cenę.

No i mamy kocięta…  pierwsze dni też nie są łatwe – zaczyna się ważenie kilka razy na dobę i sprawdzanie czy przybierają na wadze. Długie godziny siedzenia przy budce porodowej i pilnowanie czy wszystkie kocięta jedzą, czy na pewno są prawidłowo przyssane.

Uczenie matki, jeśli to młoda koteczka, że dzieci trzeba masować po brzuchach, żeby się wypróżniły. I znowu mija cały dzień. Zawsze po porodzie pierwsze trzy dni są najbardziej krytyczne – tu sprawdzanie czy kocięta jedzą i przybierają na wadze. Zdarzają się w tym okresie również dni wielkiego smutku, czasami jedno z kociąt nie je, jest słabe i coraz trudniej dostać mu się do mleka mamy i niestety nie jest w stanie przeżyć.

Uwierzcie jest to straszny widok, nasza wielka rozpacz i bezsilność, wyrzuty sumienia i ciągłe pytania czy wszystko zrobiliśmy dobrze? I właśnie dzisiaj taka sytuacja skłoniła mnie żeby to wszystko opisać. Hodowczyni, która do mnie zadzwoniła płakała strasznie, i co powiedzieć? Nie ma na taką sytuację żadnych słów pocieszenia, nasuwa mi się tylko jedna refleksja takie życie hodowcy – radości i niestety smutki 😦

W następnym poście postaram się opisać bardziej humorystycznie jak uczymy kocięta, jedzenia, korzystania z kuwety i super przystosowania do życia z nowymi domownikami :).

Piszcie, pytajcie, rozmawiajcie. Zapraszam Ania

 

Advertisements

One Comment Add yours

  1. Aniu bardzo się wzruszyłam ❤

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s