Kocia miłość – czy taka istnieje?

Wiele razy słyszałam od ludzi, że nie lubią kotów. Dziwne, bo kiedy zadaję pytanie dlaczego, nikt nie ma konkretnego argumentu tylko najprostszą odpowiedź… bo koty są „wredne”. Ale dlaczego?

Opiszę moją własną historię, w której przez całe moje dotychczasowe życie nigdy nie zaznałam od kota jakiejkolwiek agresji czy robienia „na złość”.

Moją pierwszą koteczkę Łaciatą dostałam od mojego Taty kiedy miałam sześć lat. Małą biedną kulkę urodzoną na sianie w stodole. Nie macie pojęcia jaka to była cudna kotka. Chodziła za mną wszędzie, przynosiła nam na wycieraczkę domu upolowane „zdobycze”. Zawsze się przytulała i burczała. Pamiętam, gdy podczas wakacji, jeszcze kiedy była rosa na trawie, wybiegałam z domu na bosaka, a ona radośnie biegała za mną.

Łaciata zawsze była wszędzie tam gdzie ja. Kiedy pojadę do rodziców może znajdę jakieś czarno-białe zdjęcia. Na pewno zamieszczę na blogu.

Zawsze zastanawiało mnie to skąd ona wiedziała, o której godzinie mój tato wraca z pracy. Biegła po niego i razem spacerowali. Rano było podobnie – odprowadzała go regularnie. Niesamowicie mądry kot – zwykły „dachowy”.

Odeszła kiedy byłam na studiach, nie zapomnę tego dnia kiedy przyjechał do mnie tato, żeby zabrać mnie do domu i powiedział mi o tym. Wiem, że Łaciata mnie kochała.

Gdy odeszła długo mówiłam, nie chcę już mieć więcej zwierząt, a tym bardziej w mieszkaniu, bo to obowiązki itd. Ale nie uwierzę nikomu kto wychował się ze zwierzętami, że nigdy nie będzie chciał z nimi być. To jest niesamowita więź i ona zostaje już na zawsze.

Po kilku latach pojawił się w naszym domu Aragorn. Niesamowity kocur – nasz pierwszy rosyjski niebieski. Był zakochany we mnie po wielkie szare uszy, a ja w nim z wzajemnością. Chodził ze mną wszędzie, kąpaliśmy się razem (to znaczy on siedział na wannie i lizał pianę), gotowaliśmy obiady, razem spaliśmy i podróżowaliśmy. Postanowiłam zapewnić Ariemu kocie towarzystwo, żeby nie było mu smutno kiedy jestem w pracy. I tak trafiła do nas See See.

Sisunia i Ari – to była i jest do dziś wielka kocia miłość. Myślę, że to kocie małżeństwo nigdy bym w taką historię nie uwierzyła gdybym nie zobaczyła na własne oczy, jak zwierzęta mogą się kochać.

11232226_926774350703894_1138268086318307566_n

Na zdjęciu Sisi i Ari

Nawet gdy Aragorn (jako kocur kryjący) nie mógł spędzać z nią dużo czasu, zawsze kiedy się spotykali okazywali sobie mnóstwo uczuć. Dlatego wierzę również w to, że zwierzęta dobierają się w pary na całe życie.

Tak jak już pisałam w poprzednim poście Ari i Sisi mieszkają razem nadal w wielkiej miłości ponieważ przeszli na „kocią emeryturę”. Kocham te koty niesamowicie, ponieważ z ich wspaniałego związku urodziła się moja pierwsza kotka, która zapoczątkowała moją hodowlę, a mianowicie Amidala.

Wierzcie lub nie, ale Amidala ma identyczny charakter jak ja 😉 została w hodowli dlatego, że jako mały kociak siadała na drapaku, przekrzywiała głowę na bok i patrzyła na mnie takim wzrokiem, że wiedziałam, musi zostać.

Rodzinne więzi. Kiedy Sisi i Ari zamieszkali razem u Basi w Krakowie, Amidala tęskniła. Widziałam po niej i strasznie było mi przykro z tego powodu. Czyli miłość kociej córki i kociej matki też istnieje. Dzisiaj Amidala to moja najstarsza koteczka. Jest cudna srebrna z niesamowicie zielonymi oczami. Pilnuje wszystkich kotów w hodowli, dba o porządek i codziennie gdy przychodzę z pracy „opowiada” mi w swoim kocim języku co wyprawiały inne małe „szalone ruski” podczas mojej nieobecności.

Amidala, Sisi i Lizunia – kocia miłość do dzieci. Żyliśmy wszyscy w poukładanym kocio – człowieczym życiu, aż na świat przyszedł najmłodszy członek naszej rodziny Kordian. Od pierwszych dni jego przybycia do naszego domu pilnowały go trzy nasze koteczki. Po przyjeździe ze szpitala od razu poukładały się wkoło niego i spały razem z nim.

Nie widziałam, żadnej agresji z ich strony, wręcz taką samą miłość jaką mają do własnych dzieci. Pilnowały go i „nawoływały” mnie gdy płakał. Kiedy Lizi rodziła miot „D” miesiąc po narodzinach Kordiana, leżeliśmy przy niej ja na podłodze, a Kordian w kocim koszyku.

Jak mały człowiek zaczął chodzić i nie wiedział jeszcze co boli kota, a co nie tarmosił je za ogony i „przytulał z wielką” miłością, a one siedziały cierpliwie i czekały aż się nauczy, dokładnie tak samo jak przy swoich kocich dzieciach. I się nauczył i kotki nadal przytulają się do niego. I myślę, że to również kocia miłość do małego człowieka.

11958141_896452243736105_3388886747050726204_o

Na zdjęciu Kordian z Sarunią.

Kocich miłości jest wiele, dlatego nigdy nie uwierzę w to, że koty są „wredne” myślę, że ludzie, którzy tak twierdzą powinni zamieszkać z kotem chociaż przez miesiąc i nigdy więcej nie powiedzieliby czegoś takiego.

Przez całe moje życie mieszkam z kotami i z psami, zwierzęta są niesamowite, nigdy żadne zwierzę nie zrobiło mi i mojej rodzinie nic złego. Jeśli my ludzie podchodzimy do kotów z miłością, spokojnie i delikatnie, one nigdy nie będą dla nas agresywne i nigdy nie zrobią nam „na złość” bo nikt z nas nie chciał by być źle traktowany.

Dlatego proszę szanujmy uczucia zwierząt, nie róbmy nic na siłę, ale małymi krokami zdobędziemy uczucia nawet tych najbardziej „zamkniętych w sobie”.

DSC_0105

Na zdjęciu Mimas i Elisa – koty Singapura na moich kolanach, taki wspólny popołudniowy wypoczynek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s